poniedziałek, 23 października 2017

O Kopciuszku tak samo, ale jakby inaczej

Podobno już w starożytnym Egipcie uwalone sadzą dziewczęta wzruszały się słuchając opowieści o Kopciuszku - ambitnej panience, która czarem osobistym (choć z ciotczynym wsparciem) zdobyła serce księcia i zamieniła wysłużony fartuch na suknię szytą złotą nicią, a uczciwą, ciężką pracę na splendor dworu. Po czym żyła długo i szczęśliwie, bynajmniej oskarżając księcia o nazbyt nachalne i niestosowne okazywanie zainteresowania, a może właśnie dzięki tej werbalnej wstrzemięźliwości.
Baśń o Kopciuszku znana jest w wielu wersjach. Sądzę, że najbardziej popularna wyszła spod pióra Charlesa Perraulta w zbiorze "Bajki babci Gąski" (cóż za fenomenalny tytuł, nomen omen), najbardziej krwawą wersję rozpropagowali bracia Grimm, najbardziej zaś poruszającą, moim zdaniem, spisał Sadok Barącz i opublikował w latach sześćdziesiątych XIX w. w książce "Bajki, fraszki, podania, przysłowia i pieśni Rusi". Przytaczam ją z myślą o tych ambitnych i wyzwolonych kobietach, które interesownie gustują i równie interesownie gusta zmieniają, odwiedzają chętnie i pasjami, ale bez publicznie deklarowanej po latach przyjemności.
Zwracam uwagę na uroczo feministyczną wersję przezwiska baśniowego dziewczęcia.
Lekko uwspółcześniłam ortografię tekstu.

Edgar Degas, Wnętrze, 1869

Śliczna panna, nie chcąc iść za mąż za tego, którego nie kochała, poprosiła ojca, żeby jej sprawił piękne suknie i wózek latający, że skoro to będzie miała, to pójdzie za tego, za którego ojciec rozkaże. Ale gdy to wszystko sprawił ojciec, ona wsiadła na wózek i z domu uciekła. Wszystkie swoje szaty i wózek w lesie ukryła, a sama przebrawszy się w kożuszek zakrywający oczy i twarz, poszła służyć do pewnego pana, który często bił ją szczotką i głowę polewał.

sobota, 7 października 2017

300% Picassa w picassie

Natknęłam się nie przypadkiem na taki plakat sprzed lat.


Sztuka może zaistnieć w reklamie na kilka sposobów.
1. Najczęściej twórcy nanoszą produkt/ usługę/ markę na powszechnie znany obraz i opatrują całość hasłem usprawiedliwiającym tę ingerencję. Jeśli jest taktownie i dowcipnie, odbiorcy wybaczają, a nawet zachwycają się konceptem.
2. Równie często dzieło sztuki bywa jednym z elementów przygotowywanej reklamy, dodając zachwalanemu produktowi prestiżu i odkrywając aspiracyjne tęsknoty jego potencjalnych użytkowników.
3. Bywa, że twórcy reklamy wykorzystują jakiś świetnie rozpoznawalny detal dzieła,
albo
4. równie rozpoznawalną konwencję.
5. Niezmiernie rzadko zdarza się, że walory artystyczne przygotowywanej reklamy dominują nad perswazyjnymi, co czyni ją samą obiektem adoracji wielbicieli sztuki.

Plakat wyżej jest przykładem ostatnich możliwości. Nawet osoby nieszczególnie zainteresowane sztuką rozpoznają w nim "picassa". Wielbiciele  hiszpańskiego artysty ze zdumieniem odkryją, że oto mają przed oczyma dzieło, które wydaje się zawierać w sobie cechy charakterystyczne dla wszystkich okresów jego twórczości, począwszy od niebieskiego przez afrykański, surrealistyczny po neoekspresjonizm. Mówiąc krótko 300% Picassa w "picassie".

piątek, 22 września 2017

Po drodze - Wąchock

Wyobraźcie sobie, że macie w posiadaniu jeden z najbardziej malowniczych zakątków kraju. Mało tego, możecie pochwalić się obiektem z najpiękniejszą komnatą romańską i najstarszą zachowaną salą gotycką w Polsce. Macie takie skarby, a zamiast nich promujecie się jako stolica prostych żartów i niewyszukanego humoru. Coś takiego zdarzyło się w Wąchocku. O ile rozumiem powody, dla których dogorywającym ideologicznie na przełomie lat 80-tych i 90-tych oświeconym piewcom ludowego raju zależało na zdyskredytowaniu wszystkiego, co przed nimi, o tyle zgoda mieszkańców na taki image miasteczka trąci jakąś autodestrukcją. Do Wąchocka wybrałam się tuż przed długim sierpniowym weekendem, uciekając przed "uraojczyźnianym" wzmożeniem każącym w przededniu święta odtwarzać na  Placu Defilad "Jezioro Łabędzie".

Dojechałam w porze obiadowej, kiedy główny powód mojej wycieczki był przez godzinę zamknięty dla zwiedzających. Pomyślałam, że rozejrzę się po okolicy. Rozejrzałam się...


Jedna z wielu tablic w wąchockim parku upamiętniających poczucie humoru
włodarzy miasta. 


Wąchock warto odwiedzić z jednego powodu, klasztoru cystersów. W latach siedemdziesiątych XII wieku na zaproszenie biskupa Gedeona na tutejsze podmokłe i porośnięte puszczą tereny z Francji przybyło dwudziestu kilku mnichów. Dali początek prężnie działającemu i budzącemu podziw do czasu oświeceniowych reform ośrodkowi rolniczemu i przemysłowemu. Pozostawili po sobie wspaniały kompleks budynków, który do dziś wprawia w zdumienie zastosowanymi rozwiązaniami.

Opactwo cystersów w Wąchocku, widok od strony drogi